Jeśli empatyczna edukacja, to empatyczny świat – wywiad z Anną Szulc

Rozmowa o empatii w szkole i o tym jakie ma ona znaczenie we współczesnym świecie. Dlaczego organiczne zmiany, które najpierw zaczynają się w nas, przynoszą lepsze rezultaty niż rewolucje?

Anna Szulc jest autorką książki „Nowa Szkoła – zmianę edukacji warto zacząć przy tablicy (2019) inicjatorką i współautorką Statutu nieumarłego (2021) https://statut.umarlestatuty.pl

Od 2016 roku jest pomysłodawczynią i organizatorką cyklu Konferencji EMPATYCZNA EDUKACJA => EMPATYCZNA POLSKA. Od ponad siedemnastu lat wprowadza skutecznie zmiany w warsztacie pracy nauczyciela. Wykorzystując tam metodę Porozumienia bez Przemocy (NVC), oraz wiedzę z dziedziny neurobiologii.

Uczenie się oparte na empatii

Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie i zgodziłaś się u nas wystąpić. Jak to się stało, że na empatycznej komunikacji NVC zbudowałaś swój warsztat nauczyciela, którym inspirujesz innych?

Jestem osobą refleksyjną, obserwatorką życia i bardzo lubię się uczyć. Tak właśnie zostałam wychowana. Przykładowo, moi dziadkowe, rodzice dziewięciorga dzieci, w czasie okupacji codziennie dzielili się talerzem gorącej strawy, a czasem nawet kromką chleba, z młodą dziewczyną, która zaszła w ciążę, bo rodzice wyrzekli się jej i wyrzucili ją z domu.

Podjęcie pierwszych kroków do zmiany warsztatu pracy nauczycielki matematyki w szkole ponadpodstawowej, ponad siedemnaście lat temu, wynikały z niezgody na dalsze powielanie metod pracy, które, jak się później dowiedziałam, swoje początki mają w dziewiętnastym wieku.

Powielałam pruskie metody pracy, bo takich mnie uczono i takich doświadczałam, jako uczennica. Innych wzorców nie było.

Będąc już doświadczoną nauczycielką, z prawie dwudziestoletnim wtedy stażem, obserwowałam, że dla bardzo wielu ludzi, mój ukochany przedmiot, matematyka, jest „Babą Jagą”, która na całe życie pozostawiła ślad nieprzyjemnych doznań. Nie raz słyszałam, że ktoś budzi się w nocy i nie może zasnąć, bo śniło mu się, że stoi pod tablicą i nie może wydobyć z siebie słowa lub pisze klasówkę, a głowie pustka.

Mimo że zawsze starałam się wspierać moich uczniów, stawiłam jedynki, wzywałam rodziców, tworzyłam rankingi wyników, nawet wskazywałam na wywiadówkach rodziców „najlepszych uczniów”.

Wywiązywanie się z obowiązków zawodowych przebiegało równolegle z wywiązywaniem się z obowiązków rodzicielskich. Jestem mamą trojga, dziś już dorosłych dzieci, więc miałam też możliwość doświadczania roli rodzica w szkole. Niejednokrotnie słyszałam, że klasa, do której chodzi moje dziecko jest najgorsza w szkole. Że moją rolą jako rodzica, jest to zmienić. Że powinnam coś zrobić, by uczniowie się uczyli, byli grzeczni i siedzieli cicho na lekcji.

Znaczący wpływ na moją decyzję wyjścia ze schematu pruskiej szkoły były zmiany społeczne i reformy w edukacji, które miały miejsce w 2004 roku(dlatego przeszłam z Zespołu Szkół Elektronicznych do I LO w Zduńskiej Woli, którego sama jestem absolwentką). Były to początki cyfryzacji, która w bardzo szybkim tempie się rozwijała, a to dawało powszechną dostępność do wiedzy i stawało się powodem coraz szybciej rozwijającego się postępu cywilizacyjnego.

Byłam świadoma potrzeby zmian, ale mimo sporych pokładów empatii, jakie zawsze miałam, nie dysponowałam narzędziami, które pozwoliłyby mi ich dokonać.

Zaczęłam więc poszukiwania, „zaczepiałam” w Internecie osoby, które promowały psychologię sukcesu i tak natrafiłam na Panią Alicję Kratę z Warszawy. Dzięki jej zachęcie wzięłam udział w szkoleniu kwalifikacyjnym w zakresie mediatora społecznego i już na pierwszych zajęciach wiedziałam, że jest to strzał w dziesiątkę. 

W swoich notatkach napisałam zdanie, które zostało we mnie do dziś: Otworzyłam drzwi do świata, za którym tęskniłam, nie wiedząc nawet, że istnieje.

Jaka jest różnica pomiędzy nauczaniem a wspieraniem w uczeniu się?

Szkoła, która do dziś powiela pruskie zasady, wymyślone na zupełnie inne potrzeby, praktycznie się nie zmieniła.  Niewątpliwie przyczyniła się do rozwoju cywilizacyjnego, ale sama z niego nie korzysta. Bardzo dobrze wykorzystuje tę wiedzę np. biznes. Mam na myśli wiedzę o mózgu człowieka. Dziś już wiadomo, co szkodzi w procesie uczenia się, a co pomaga. Wiadomo też jakie zachowania generują różne aktywności. Np. w naturze człowieka jest potrzeba wdzięczności. Dlatego bardzo często możemy spotkać w galeriach hostessy, które częstują koreczkami, serem, darmowymi gadżetami, by wzbudzać w obdarowanych potrzebę kupienia od darczyńcy jego produktu.

Jest procesem zachodzącym w głowie osoby, która się uczy. Nikt nikogo jednak nie może niczego nauczyć. To tak, jak z koniem, którego możemy doprowadzić do wodopoju, ale czy koń się napije, to od niego zależy. 

Wiadomo też, że proces uczenia się ucznia jest procesem indywidualnym i robi się ogromną krzywdę człowiekowi, kiedy oczekuje się od wszystkich uczniów tego samego w tym samym czasie. Kiedy stawia się stopnie i porównuje wyniki. Kiedy nauka obarczona jest przewlekłym stresem, nadmiarem obowiązków, a do tego, oczekiwaniem dostosowania wypowiedzi do wzorcowego klucza odpowiedzi z wyuczonej pamięciowo wiedzy.

Jesteśmy różnorodni, nie tylko z wyglądu. Mamy różne wzrosty, różne kolory oczu, różne zdolności i możliwości. W odniesieniu do uczenia się jest to szczególnie istotne, bo mamy różne mózgi i różne etapy ich rozwoju. 

To jest wiedza ostatnich dwudziestu-trzydziestu lat. Nie można uczyć innych i jej nie posiadać. To jest nasz społeczny obowiązek. To my będziemy ponosić skutki zaniechania tej wiedzy. Kiedyś nasze role się odwrócą i ludzie, którzy doświadczają przemocowej edukacji będą decydentami naszej rzeczywistości. 

Brak podmiotowego traktowania ucznia, brak empatii i życzliwości, brak rozumienia potrzeb młodych ludzi, będzie powodem do powielania takich zachowań. Dlatego wczorajszy nauczyciel za pomocą przedwczorajszych metod nie może uczyć we współczesnej szkole ludzi, przygotowując ich do życia i funkcjonowania w świecie, którego dzisiaj jeszcze nie ma.

.

Spirala kontroli nauczycieli i uczniów?

Pruska szkoła miała za zadanie przywrócić wolność Prusom, które straciły ją w bitwach napoleońskich. Karny i posłuszny obywatel miał być gwarantem w osiągnięciu celu. Filarami takiego szkolnictwa było: zatrudnianie certyfikowanych nauczycieli, tworzenie obowiązkowych zestawów lektur, szkolne dzwonki, których rolą była łatwość porzucania danej aktywności i zajęcia się czymś innym, Aby było do kogo odnosić efekty – postawiono na sukces jednostki, który stopniowo wzbogacano i wzbogaca się do dziś. „Wzbogacają” go oceny, porównania, rankingi, przyznawanie tarcze, wyróżnienia.

Powszechna szkoła, którą finansuje państwo, z zasady jemu podlega. Aby zamierzone cele miały szansę powodzenia, władza na bieżąco chce mieć wiedzę, jak realizowane są zasady edukacji. W tym celu powołano jednostki kontroli, które w bardzo podobnym charakterze funkcjonują do dziś. Jednostki, które porównują wyniki, nagradzają i każą, zamiast doceniać i wspierać nauczyciela, a przez to, też i ucznia. 

Taka struktura nadrzędna w szkole jest powodem przenoszenia przez nauczycieli kontrolnych zachowań na uczniów. Nauczyciele robią wszystko, nawet jeszcze więcej, by nie podpaść władzy. By skrupulatnie realizować podstawę programową, wystawić jak najwięcej ocen- stopni cząstkowych, mimo że od ponad dwudziestu lat obowiązuje prawo, które określa, że ocenianie uczniów jest rozpoznawaniem procesu uczenia się, wspieraniem i towarzyszeniem w tym procesie, a ocena- stopień nie spełnia takich założeń. 

Nauczyciele, którzy zawsze dostawali wytyczne, programy i podręczniki, najczęściej realizują temat po temacie, bo to można sprawdzić i można zarzucić nauczycielowi, że nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków, kiedy wpisy w dzienniku nie będą zawierały wszystkich proponowanych treści. 

Tak postępuje się również w czasach pandemii. Nie jest ważne, że to niełatwy i często nieefektywny czas na zdobywanie wiedzy. Ważne jest, by czegoś komuś nie zarzucić.

A gdzie w tej spiralnej machinie jest człowiek? Zarówno uczeń, jak i nauczyciel? Gdzie przestrzeń do współpracy, by wypracować optymalne warunki uczenia się w szkole, które będą realizowały proces uczenia się z uwzględnieniem wiedzy, która ułatwia ten proces? Kiedy my, dorośli, na poważnie zajmiemy się sprawami dzieci i młodzieży, która coraz bardziej nie radzi sobie z problemami związanymi ze szkołą?

Jak Ty odnalazłaś swój sposób na pracę z młodzieżą?

Czułam, że jeśli nie zrobię kroku do przodu, nie będę konsekwentna w zmianie, to nie będę sobą. Wiedziałam, że zmianę muszę zacząć od siebie. Opuszczając strefę komfortu, pozbywając się nawyków, przyzwyczajeń. 

Miałam świadomość, że jeśli tego nie zrobię, mogę wypalić się zawodowo. A jeśli nie zrobię tego profesjonalnie, ale też odważnie, moi uczniowie mogą mi więcej nie zaufać. Dlatego tak bardzo potrzebowałam narzędzi i wiedzy, która wesprze moje działania. 

Robiłam i robię, dużo badań, które pozwalają mi orientować się, w którym jestem miejscu i jak odnajdują się w nim moi uczniowie. Co należy zmienić i ulepszyć, a z czego się wycofać.

Jak to było z przecieraniem szlaków?

Początkowo byłam z tym absolutnie sama. Dlatego pierwsze kroki robiłam bardzo powoli. Pracowałam na bieżąco, testując przy tym różne narzędzia, które powstawały wraz z kolejnymi etapami kształcenia się. Z czasem poznawałam coraz więcej osób, które również podjęły się wprowadzania zmian w swoim warsztacie pracy, było już wtedy łatwiej, można było się wspierać, inspirować, współtworzyć nową edukacyjna rzeczywistość.

Sama potrzeba zmian była intuicyjna, dopiero z czasem okazywało się, że to ma sens, a największym odkryciem było to, że wszystkie moje działania respektują obowiązujące w Polsce od 1999 roku prawo.

Porozumienie bez przemocy oraz wiedza o mózgu człowieka dają możliwość efektywnej nauki

Na jakich fundamentach zbudowana jest Twoja metoda?

Na pewno na świadomości społecznej roli zawodu nauczyciela. Na poczuciu mojej odpowiedzialności za to, co oferuję swoim uczniom, by ich nie zawieść, by ich wspierać, by traktować ich podmiotowo. Bardzo ważna jest znajomość języka porozumienia bez przemocy, holistyczne podejście do ucznia, ale również wiedza o mózgu człowieka.

To wszystko razem daje możliwość efektywnej nauki i pracy, możliwość dostosowania do potrzeb ucznia i jego możliwości.

Mój dyrektor, pan Tomasz Siemienkowicz, mówi, że moi uczniowie maturę zdają porównywalnie z innymi abiturientami, ale w świat idą nauczeni takich umiejętności, których potrzeba w życiu.

Szczególnie cieszy, kiedy absolwenci wracają i mówią, jak bardzo ich to wspiera w dorosłym życiu.

Jakich kompetencji potrzeba nam w życiu?

To jest bardzo ważne pytanie, na które właściwie każdy dorosły zna odpowiedź. Zbyt często potrzeby uczniów generowane są potrzebami dorosłych. Zbyt rzadko potrzeby uczniów są brane pod uwagę.

W życiu, szczególnie we współczesnym świecie nie ma potrzeby pamięciowego wyuczania się ogólnodostępnej wiedzy. Istotna jest umiejętność wyszukiwania jej i korzystania z niej. Bardzo ważna jest umiejętność podejmowania decyzji i brania odpowiedzialności za nie, ważne jest myślenie krytyczne i radzenie sobie w sytuacjach problemowych. Bardzo duże znaczenie we współczesnym świecie ma kreatywność i umiejętność współpracy. Do tego wszystkiego potrzebna jest umiejętność komunikowania się z innymi, prezentowania swoich poglądów, argumentowania i poszanowania różnorodności. Istotne jest godne traktowanie innych ludzi, szacunek do nich i do ich pracy, bez względu na to, jaką prace wykonują.

Tego należy uczyć w szkole. Od najmłodszych lat. Przecież trudno oczekiwać, że skoro absolwent, który przez cały okres nauki w szkole siedział i widział plecy swojej koleżanki lub kolegi, po opuszczeniu murów szkoły będzie potrafił współpracować, nie rywalizować. Że będzie potrafił rozmawiać, a nie przekonywać do swoich, jedynie słusznych racji. Że będzie kreatywny, kiedy przez lata dowiadywał się, czego ma się wyuczyć i zaliczyć, a nikt nigdy w szkole go nie zapytał, jak się czuje i czego potrzebuje. Że będzie empatycznie traktował drugiego człowieka, jeśli doświadczał nadużywania władzy, uczestniczenia w „konkursie” kto ma wyższy wynik średni ze wszystkich ocen. W „konkursie”, w którym nie miał możliwości niebrania udziału.

Jak bardzo różnią się Twoje metody od tych powszechnie stosowanych w szkołach publicznych?

Różnią się prawie wszystkim. Przede wszystkim moi uczniowie na lekcji 45 minut się uczą. Nie zadaję do domu obowiązkowych prac domowych, nie pytam pod tablicą. Nie stawiam stopni, oceniam postępy, doceniam starania, wspieram w trudnościach. Moi uczniowie na początku roku szkolnego piszą indywidualny Plan Procesu Uczenia Się, który jest celem nauki w danym roku szkolnym. Wspólnie wypracowujemy zasady współpracy i je dostosowujemy, kiedy zachodzi taka potrzeba. Moi uczniowie współpracują w różnych grupach, siedzą do siebie zwróceni przy czteroosobowych stolikach. Praktycznie mogliby usiąść też w dowolnych ilościowo grupach, ale klasy są bardzo liczne (34 -36 – osobowe), a moja pracowania jest bardzo mała. Nie robię wywiadówek, spotykam się w formule trójstronnej, nie wzywam rodziców, a zapraszam do współpracy. Uczniowie prowadzą dwa rodzaje notatek, zeszyt pracy własnej i zeszyt teorii. Błąd nie jest powodem do krytyki, czy porównań, jest okazją do uczenia się na nim. Nie tworzę rankingów, nie nagradzam uczniów i nie każę.

Bariery na drodze do empatycznej komunikacji

Jakiego rodzaju bariery można napotkać, wprowadzając takie warunki uczenia się?

Bardzo dużym problemem są przyzwyczajenia, stereotypy, niechęć do porzucania strefy komfortu. Sprawy nie ułatwia fakt, że w większości, jeśli nie w prawie wszystkich szkołach, powiela się ponadwustuletnie metody pracy i nie zawsze przychylnie przyjmuje się zaangażowanie nauczyciela- innowatora zarówno przez innych nauczycieli, ale też przez dyrekcję, rodziców.

W przypadku zmiany w edukacji nie ma gotowych wzorców, a nauczyciele są przyzwyczajeni i oczekują, że dostaną wytyczne, jak należy pracować. Innym problemem jest brak dobrych relacji, to zarówno uczeń – nauczyciel, jak i szkoła – dom rodzinny ucznia. Barierą jest brak wiedzy, która jest konieczna, by nie tylko dokonać zmian, ale by rozumieć powody i poznać narzędzia.

Kiedy uświadamiam sobie bariery, myślę też o tym, że warto je pokonywać, szczególnie że teraz jest już od kogo się uczyć. Warto, bo to zupełnie inna i lepsza jakość nauki i pracy. Ze swojej strony mogę zapewnić, że warto, potem tylko żal, że nie wcześniej tego dokonałam.

Wiem, że Twoja przygoda z empatyczną komunikacją zaowocowała w inne projekty takie jak książka, konferencja czy projekt „Statut nieumarły”.

Kiedy napisałam książkę „Nowa Szkoła” był akurat strajk nauczycieli i miałam straszne poczucie nielojalności wobec koleżanek i kolegów nauczycieli. W czasie zwrócenia nauczycieli uwagi na potrzebę zainteresowania się sprawami edukacji, podtytuł mojej książki zachęcał, by zmianę w edukacji zacząć przy tablicy, a kilka kartek dalej, dodaję, że począwszy od siebie.

„Statut nieumarły” opiera się na prawie obowiązującym w Polsce od 1999 roku

Jesteś również pomysłodawczynią Statutu nieumarłego. Jest to projekt, który daje jakieś  rozwiązania, ale jednocześnie nie jest gotowcem.

Statut nieumarły – to owoc współpracy prof. Sylwii Jaskulskiej, dr Gabrieli Olszowskiej, Łukasza Korzeniowskiego (Stowarzyszenie Umarłych Statutów) i mojej. Jest gotowcem, ale może być inspiracją, Na jego kanwie można stworzyć swoją propozycję. Ważne jest, by wreszcie w polskich szkołach znano i respektowano obowiązujące od wielu lat wcale niezłe prawo, które wręcz nakazuje wprowadzenie zmian, które będą je uwzględniać.

Zaproponowane przez nas rozwiązania, szczególnie w zakresie oceniania, są innowacyjne i niespotykane na szerszą skalę. Pokazujemy, jak je wdrożyć w szkole zgodnie z prawem ocenianie bieżące (niecząstkowe) bez tradycyjnych stopni w skali 1-6, i jak uczyć uczennice i uczniów odpowiedzialności za ich rozwój i proces edukacyjny. W zakresie oceny zachowania prezentujemy model oparty nie na systemie punktowym czy uwagach wpisywanych do dziennika, ale na wspieraniu uczniów w ich dojrzewaniu, socjalizacji i nabywaniu kompetencji społecznych.

Z jakiej potrzeby zrodził się ten statut?

Pomysł na stworzenie tego ważnego dokumentu był odpowiedzią na potrzeby nauczycieli, którzy w ramach wizyt studyjnych bywają na moich lekcjach i którzy mimo gotowości do podjęcia drogi zmian, mieli obawy, że statuty ich szkół są barierą. Aby wyjść naprzeciw tym potrzebom, aby ułatwić decyzje o zmianach i skuteczności ich wprowadzania, dajemy polskiej szkole dokument, który nie tylko oparty jest na obowiązujących w Polsce przepisach prawa, ale zawiera też komentarze i wzory dobrych praktyk.

Zrobiliśmy to z bardzo dużym zaangażowaniem, poświęcając półroczny czas wspólnych spotkań i dopracowanie tego, co ułatwi rozumienie interpretacji prawa, by bariera statutu nie była przeszkodą.

Konferencja Empatyczna Szkoła => Empatyczna Polska poruszyła wiele serc. Czy planujesz kolejne edycje?

Na pomysł organizacji konferencji, wpadłyśmy wspólnie z moją uczennicą Kingą Woskowską, która jest autorką pracy naukowo-badawczej pt. „Język Porozumienia bez Przemocy w szkole – badania społeczne” . Praca zajęła 3 miejsce w Ogólnopolskim Konkursie E(X)PLORY w Gdyni.

Konferencja była przedsięwzięciem dodatkowym w konkursie po uzyskaniu akredytacji do finału. Okazało się, że stała się bardzo ważnym I poruszającym ludzi przedsięwzięciem. Ważne było to, że uczniowie ją współtworzyli. Byli nie tylko współorganizatorami, ale byli autorami i aktorami dwóch spektakli:

“Mury I” https://www.youtube.com/watch?v=xnDoto8Qwiw

i “Mury II” https://www.youtube.com/watch?v=i7T1gCDOm20

Do czasu pandemii odbyły się dwie konferencje i jedna postscriptum drugiej.

Planowana była trzecia, ale została już dwukrotnie przesunięta ze względu na Covid. Ta konferencja nie ma racji bytu jako konferencja online.

Jaki mógłby być świat, gdyby empatia była wpisana w podstawę programową?

Świat by zyskał i zyskaliby ludzie. Uważam, że uczenie komunikowania się ludzi, budowania relacji i współpracy, nie tylko ułatwiłoby warunki zdobywania wiedzy i doświadczenia, ale wspierałoby człowieka w życiu. Tak, jak mnie wspiera.

Na koniec może jakaś historia, która Cię poruszyła jako nauczyciela, a może raczej jako człowieka?

Szkoła jest miejscem pracy nie tylko nauczyciela, ale też ucznia. Uczenie się jest pracą i to niełatwą, szczególnie wtedy, kiedy wszystkich uczniów traktujemy tak samo. Oczekujemy, nie uznając różnorodności, nie bierzemy pod uwagę stanu psychofizycznego, zdolności, czy też faktu, że nie każdej nocy każdy uczeń może spokojnie zasnąć.

Praca z uczniem, indywidualizowanie warunków nauki, nie tylko ułatwia uczniowi proces kształcenia, ale pozwala na towarzyszenie mu w jego rozwoju. Takie podejście nie tylko wspiera ucznia, ale eliminuje tzw. „zachowania niegrzeczne”.

Nie ma zachowań niegrzecznych, są zachowania zachęcające do zainteresowania swoją osobą. Takich historii, które mnie poruszyły, które na zawsze zapamiętam jest bardzo dużo, na pewno mogłabym napisać kolejną książkę i nie jest łatwo wybrać to jedno, wyjątkowe.

Na myśl mi przyszły dwie historie. Łatwiej mi będzie je opisać, by to nie były historie moich uczniów, a historie nauczycieli, którzy zwrócili się do mnie z prośbą o pomoc. Pierwsza dotyczy chłopca- ucznia szóstej klasy. Kasia (imiona zmienione), znajoma nauczycielka, zadzwoniła do mnie, by powiedzieć że źle się czuje, bo będzie musiała wystawić z języka polskiego swojemu uczniowi, Patrykowi, jedynkę. Zażartowałam, że jeśli musi, to niech wystawi. Ale oczywiście zreflektowała się i powiedziała, że nie chce tego zrobić, co bym jej doradziła. Doradzałam jej, żeby wtedy, gdy spotka Patryka na korytarzu, nie w obecności innych uczniów jego klasy, zaprosiła go na rozmowę do siebie. Kiedy przyjdzie, niech powie mu, że potrzebuje jego pomocy. Że nie radzi sobie w pewnej sytuacji i liczy, że jej pomoże. Kasia zaczęła opowiadać mu o pewnym uczniu, opisując jego postawę zachowaniami Patryka, który dość szybko się zorientował, że to o niego chodzi. Dodała, że chciałby z nim współpracować i bardzo na to liczy. Już w następnym tygodniu Patryk napisał dyktando, z którego otrzymał czwórkę. Kilka lat nie miałam kontaktu z Kasią, aż zadzwoniła na w grudniu z życzeniami świątecznymi do mnie i przyszło mi na myśl zapytać ją, jak układają się losy Patryka. Okazuje się, że Patryk jest już w szkole średniej, że ją odwiedza i spotykają się czasem poza szkołą, by porozmawiać. Szkołę podstawową Patryk ukończył z czwórką z języka polskiego.

Druga historia dotyczy dziecka z klasy drugiej szkoły podstawowej. Maja, jego nauczycielka, również nie radziła sobie z zachowaniem rozbieganego, gadatliwego Maćka.

Często zdarzało się, że do Maćka dołączała energiczna Hania. W rozmowie z Mają zachęciłam ją do zapytania na najbliższej lekcji uczniów, – „kto chce dziś pracować”. Sama podniosła rękę, by pokazać, jak mają dzieci komunikować swoją wolę współpracy. Oczywiście oprócz Maćka i Hani wszyscy podnieśli rękę, czego można było się spodziewać. Maja, za moją radą, zajęła się zainteresowanymi, przydzielając im pracę do wykonania, a Maćka i Hanię zaprosiła na rozmowę. Zapytała ich, co chcą robić, Maciek powiedział, że nic, Hania, że chce malować. Hania wyjęła kredki, Maciek przysiadł się do niej, po czym po 5 minutach stali się najbardziej aktywnie uczącymi się tego, czym zajmowali się wszyscy inni. Ale ta historia ma dalszy ciąg. Po kilku miesiącach, po wakacjach, zapytałam Mai, jak Maciek i Hania. Okazało się, że kilka spotkań trójstronnych z rodzicami Maćka pozwoliło znaleźć powody do jego zachowania. Otóż jego rodzice nie mieli ślubu, Maciek zachęcony do szczerej rozmowy powiedział, że on chce, żeby mama nazywała się tak samo, jak tata. Rodzicom nawet go głowy nie przyszło, że dziecko ma takie marzenie. W czasie wakacji rodzice wzięli ślub, podziękowali Mai za profesjonalne podejście do problemu. Maciek jest od września uczniem współpracującym, nawet Hania, nie mając zachęty ze strony Maćka, Uczy się i współpracuje.

Dziękuję Ci za poruszającą rozmowę!

Dziękuję za zaproszenie.

Rozmawiała Dorota Pawelec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.