O pracy koordynatora projektów edukacyjnych – wywiad z Joanną Filipowicz-Adamowicz

Joanna Filipowicz-Adamowicz to nauczycielka z 20-letnim stażem pracy. Uczy języka angielskiego. Od lat zaangażowana jest w prowadzenie i koordynowanie projektów edukacyjnych o charakterze międzynarodowym, w tym projekty Erasmus.

Joanna Filipowicz-Adamowicz

Co Cię najbardziej cieszy w pracy nauczyciela?

To jest praca, która daje mi wyjątkowe poczucie sensu. Najbardziej cieszy mnie przyrost dobra, które obserwuję. Mam szansę zmienić na lepsze życie dzieci, których rodziców nie stać na zajęcia dodatkowe, czy korepetycje, czasem wręcz dzieci, które pochodzą ze środowisk, w których edukacja nie jest wartością, a ich rodzice ponieśli porażki na swoich szkolonych drogach. Dla uczniów z takich środowisk jedyną ścieżką i szansą jest edukacja państwowa. Dlatego praca nauczyciela edukacji publicznej jest tak ważna: zarówno indywidualnie dla tych dzieci i dla całego społeczeństwa.

Czy projekty Erasmus, które koordynujesz, są taką szansą?

Tak, te projekty wpisują się w tę ideę wyrównywania szans, która jest dla mnie ważna.

Czy możesz opowiedzieć więcej o projektach Erasmus+?

Erasmus+ jest to edukacyjny program Unii Europejskiej, który ma sektory odpowiadające wszystkim poziomom edukacji. My oczywiście działamy w ramach sektora edukacji szkolnej. Erasmus to szeroko rozumiana edukacja, począwszy od przedszkolnej, a skończywszy na nauczaniu dorosłych, w ramach jednego z sektorów wspierana jest również edukacja poza formalna i nieformalna.

Każdy projekt musi mieć swoją „logikę”, rozwiązywać jakiś problem. „Czegoś nam za mało, z czymś mamy kłopot”. Podejmujemy, więc szereg działań, żeby ten problem rozwiązać. Dla mnie kluczowe jest to, że projekty (a w każdym razie te, które robię z moimi zespołami) są z reguły ukierunkowane na osoby z różnymi trudnościami, w tym uczniów z grup de faworyzowanych, czyli takie dzieci, które mają w życiu z różnych powodów „pod górkę”.

Jakiego rodzaju projekty koordynowałaś?

Na początku nasza szkoła była w edukacyjnych projektach unijnych partnerem, były to projekty nakierowane na dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych, w tym uczniów niepełnosprawnych. To był mój pierwszy kontakt z programem, który w różnych latach nazywał się „Socrates”, „Comenius”, wreszcie „Erasmus” i „Erasmus+”. Później zaczęliśmy pisać projekty jako instytucja koordynująca.

Jeszcze 7-6 lat temu trudno było zdobyć finansowanie na konkretny pomysł, bo finansowano niewielki odsetek projektów. Pamiętam, że w roku 2015 tylko 17% wniosków było przyjętych do akceptacji. Nam się to udało, co dodało wiatru w żagle. Dziś jest o wiele łatwiej uzyskać dofinansowanie, również z tego powodu gorąco namawiam do uczestnictwa w programie Erasmus+!

Pierwszy, autorski projekt złożyliśmy w 2015 roku. Nosił nazwę „Przyszłość leży w Tobie” i miał charakter zawodoznawczy. Naszą grupą docelową byli gimnazjaliści, którzy zagrożeni byli przyszłym bezrobociem, z racji m.in. wzorców rodzinnych.

Kolejne nasze zwycięskie projekty to „Kreacja i motywacja” i „Zaloguj się w naturę”. Pierwszy odpowiadał na niską motywację do nauki języka angielskiego i pokazywał sfery współczesności, w których angielski jest niezbędny. Drugi – odpowiadał na tzw. „zespół deficytu natury”, czyli oderwanie młodych ludzi od świata przyrody. O obydwóch tych projektach właściwie można mówić wciąż w czasie teraźniejszym, bo z racji wiosennego lockdownu zostały przedłużone i wciąż są realizowane. To pokazuje również elastyczność projektów programu Erasmus, który nie tylko można dostosować do potrzeb właściwie wszystkich szkół, ale i w uzasadnionych przypadkach modyfikować.

Nasz nowy projekt to „Pasja czytania – nowa metoda i mania”, którego celem jest pokazanie dzieciom, jaką radość mogą czerpać z czytania. Rozpoczęliśmy go w listopadzie zeszłego roku.

Co jest ważne w pracy koordynatora projektów?

Wiele rzeczy, ale coś, co jest uzupełnieniem tego czego jest mało w polskiej szkole to praca zespołowa. Podczas pracy przy projektach Erasmus praca zespołowa nauczycieli jest podstawą, nie da się zrobić projektu w pojedynkę, trzeba działać w grupie. Coś, co udało nam się również wypracować to, demokratyzacja, czyli wspólne podejmowanie decyzji i odpowiedzialności za przebieg przedsięwzięcia.

A co jest ważne jeśli chodzi o praktyki wypracowane z dziećmi?

Stworzenie wspólnego dzieła grupy osób i demokratyzacja. Dzieci mają możliwość decydowania, nadawania kształtu wykonywanych zadań. Dzięki temu czują się za nie odpowiedzialne. Wzmacnia to relacje grupowe.

Co jeszcze jest wartościowe w tych projektach?

Są to projekty w partnerstwie międzynarodowym, czyli szkoły partnerskie z różnych krajów europejskich realizują przedsięwzięcie wspólnie. Następuje, wymiana doświadczeń, poznajemy kolegów „po fachu”, przyglądamy się innym systemom edukacji.

Co jest jeszcze ważne podczas pracy z dziećmi?

Uważam, że dzieci i to nie tylko w pracy projektowej, ale oczywiście również na lekcjach trzeba traktować poważnie i sprawiedliwie. Staram się rozmawiać z uczniami, traktując ich jak partnerów. Mam jasne kryteria i zasady oceniania. Nie raz zdarzało mi się uznać, jak to mówię moim uczniom, ich „reklamacje”. Kluczowa jest również atmosfera zajęć i ważny jest też pewien luz na lekcjach, na których powinno być (od czasu do czasu przynajmniej) wesoło ?. Ja na co dzień pracuję z podręcznikami, ale od czasu do czasu wprowadzam też atrakcje na lekcjach. Dobrze jest z przerwać rutynę, zrobić „coś innego”, skorzystać z innych niż zwykle materiałów. Atmosferę buduje oczywiście osobowość nauczyciela, ale warto nie wszystko robić intuicyjnie, lecz zaplanować działania, które budują pozytywne relacje między uczniami oraz między nauczycielem i uczniami. Na przykład „atrakcje sezonowe” (kalendarz adwentowy z przyjemnymi niespodziankami), czy atrakcje wynikające z realizowanego materiału (warsztaty kulinarne). Dobra atmosfera to podstawa!

Co jest trudne w pracy nauczyciela?

Łatwo się zagubić, jesteśmy osamotnieni jako nauczyciele. Tak jak mówiłam już wcześniej praca zespołowa, a co za tym idzie i wsparcie grupy, w typowej polskiej szkole jest rzadkością. Łatwo popaść w rutynę, „iść po podręczniku”, nudzić się w pracy. No to oczywiście jest rada – ja to nazywam organizowaniem sobie atrakcji (tym właśnie dla mnie jest koordynowanie projektów, przygotowywanie „innych” lekcji, także udział w dobrych kursach). To wiąże się oczywiście z dodatkową pracę, ale ładuje nauczycielskie akumulatory, daje poczucie „wow”, jest również remedium na papierkową pracę, której w naszym zawodzie jest niemało. A naładowane akumulatory dają korzyści nie tylko nauczycielom, ale również (a to chyba najważniejsze) uczniom.  

Dziękuję Ci za inspirującą rozmowę i życzę nieustannego przyrostu dobra.

Dziękuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.